Przyznam Wam szczerze, że ostatni tydzień był dla mnie trudny. Nie dość, że złośliwy PMS (wy kobiety dobrze to znacie..) to jeszcze dopadła mnie chandra. Jakiś dół wstrętny, załamanie. Chyba wszystko się tak zbiegło w czasie i poległam na chwilę.
W tym podłym nastroju zaczęłam wątpić w sens mojej przemiany, diety itp. Zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle warto. Wszystko robiłam jak dotychczas, posiłki, godziny itd. ale przestałam w tym wszystkim dostrzegać sens. Czasami chyba musi tak być... Musi padać deszcz żeby na nowo wyszło słońce.Zawsze kiedy miałam gorszy dzień to zajadałam stres, Cukier na chwilę zdecydowanie poprawiał mi nastrój. Tym razem nie złamałam się choć naprawdę było ciężko. W głowie miałam ulubione ciastka i batony. Ale szkoda byłoby zaprzepaścić prawie 3 tygodni diety, mojej determinacji i straconych kilogramów... Odchudzanie to też ćwiczenie swojej silnej woli, opieranie się pokusom.
Po kolejnym dołującym dniu zrozumiałam po co to wszystko robię. Czemu zaczęłam. I zrozumiałam, że jestem we właściwym miejscu i prędzej czy później, w swoim czasie osiągnę swój mały sukces!
Wszystkie takie przykre chwile i gorsze dni są po to żebyśmy byli silniejsi, ale też po to żeby zauważyć ile dobrego mamy koło siebie, Nie podobało mi się, że córka widzi mnie taką naburmuszoną, a koleżanki wciąż dopytywały co się dzieje, Dlatego podniosłam tyłek z kanapy, uśmiechnęłam się sama do siebie i postanowiłam, że już się nie dam! Że w chwilach zwątpienia będę pamiętać dlaczego to wszystko robię i co dzięki temu osiągnę! :)
A wszelkim dołom i wątpliwością powiedziałam: SPADAJ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz